W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku doszło do awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. 40 lat później jej skutki wciąż są odczuwalne. Od ponad czterech lat nakłada się na nie jeszcze jeden kontekst – wojna będąca wynikiem rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Czterdzieści lat to szmat czasu. Gdy doszło do wypadku, miałem 32 lata. Najpierw była ewakuacja z Prypeci, potem życie w Kijowie, a następnie przeprowadzka do Sławutycza. I właściwie tam toczyło się nasze życie aż do 2022 roku. Tam dorastały moje dzieci, tam przyszła na świat jedna z wnuczek. Przez lata woziłem ludzi do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Kiedy wybuchła wojna, wszystko się zatrzymało - tak swoją perspektywę tych czterech dekad opisuje Siergiej Akulinin - pracownik elektrowni i operator turbiny parowej w bloku reaktora nr I, świadek wydarzeń tamtej nocy, a później uczestnik likwidacji skutków katastrofy reaktora nr IV. Jego historię opisano w pierwszej polskiej książce poświęconej temu wypadkowi - "Czernobyl. Od katastrofy do procesu" Waldemara Siwińskiego.