Eksplozja na torach oraz nagłe zatrzymanie pociągu z setkami pasażerów — to bilans dwóch incydentów na trasie Warszawa–Lublin. Premier Donald Tusk mówi wprost: mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym aktem dywersji wymierzonym w bezpieczeństwo państwa. Oba przypadki wyjaśniają służby i prokuratura, zaś szef MON poinformował, że wysłał wojsko do ochrony torów i pomocy w rozwikłaniu sprawy. — Posunięcie kompletnie bez sensu, nie od tego jest wojsko. Stanie wojak w mundurze przy torach i będzie mówił "a kysz" do potencjalnych dywersantów? — mówi Onetowi gen. Roman Polko, były szef GROM.
Na trasie Warszawa–Lublin doszło do dwóch incydentów; podczas pierwszego z nich eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. Premier Donald Tusk twierdzi, że celem było wysadzenie pociągu.W innym miejscu pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować przez uszkodzoną linię kolejową.
Premier Donald Tusk poinformował, że eksplozja niedaleko stacji Mika miała najprawdopodobniej na celu wysadzenie pociągu na trasie Warszawa–Dęblin. Dodał, że do podobnego zdarzenia mogło dojść również na południowy wschód od tego miejsca, na tej samej trasie kolejowej.