20 osób, w tym dwójka Polaków, matka z nastoletnim synem, zjeżdżało kolejką górską z malowniczego szczytu w Dolomitach, żeby dokończyć dzień urlopu w górach. W tym samym czasie amerykańscy żołnierze w odrzutowcu ze śmiechem nagrywali film i sprawdzali, jak najszybciej i najniżej zdołają przelecieć nad ziemią. Zerwali linę, a wagonik runął w przepaść i roztrzaskał się o stok. Wszyscy pasażerowie zginęli, a samolot jak gdyby nigdy nic, wrócił do bazy. Latami ukrywano prawdę o tragedii, która zdarzyła się w Dolomitach.
Latanie nad głowami ludzi tuż nad ziemią było ulubioną rozrywką Amerykanów, stacjonujących w bazie Aviano na południowym wschodzie Włoch, pilotów ze 31. Skrzydła Lotnictwa Myśliwskiego Sił Powietrznych. Mieszkańcy protestowali przeciwko popisom jankesów, ale to nic nie dawało. No i czekali, aż zdarzy się tragedia. Aż się doczekali.
Dokładnie o 15.13 wagonik runął na ziemię, wszyscy zginęli
Wszystko w miejscu, które wielu kibicom kojarzy się od wielu lat z finałem Tour de Ski, morderczej imprezy dla biegaczy narciarskich, w której dominowała Justyna Kowalczyk. Zaraz na początku stycznia też będą tam walczyli o miejsce w historii. Znowu będzie tłum fanów, ale też wielu na chwilę zamyśli się, żeby przypomnieć sobie o tragedii sprzed lat. Swoją drogą, niejedynej w tym miejscu...