Największa w historii ostatnich lat defilada wojskowa pokazała metamorfozę polskiej armii. Budowa prawdziwej siły potrwa jednak lata, a nie zawsze udaje się wydać wszystkie, zaplanowane w budżecie pieniądze. Czy w tym roku osiągniemy pułap wydatków na poziomie 4,7 proc. PKB na wojsko? Na razie stoi to pod znakiem zapytania.
Tegoroczna defilada z okazji Święta Wojska Polskiego w niczym nie przypominała pierwszej, jaką w 2007 r. zorganizował prezydent Lech Kaczyński. Wtedy przed trybuną honorową przedefilowały poradzieckie czołgi PT-91, armatohaubice Dana i BWP-1, a jedynym nowoczesnym rodzynkiem były myśliwce F-16.
Polska armia rośnie jak na drożdżach
Dziś, gdy większość tego sprzętu jest wykorzystywana do walk w Ukrainie, jego miejsce zajęły czołgi Abrams, K2, wozy Rosomak, Borsuk czy armatohaubice Krab. Obecni podczas defilady politycy podkreślali, że wojskowe plany są ambitne.