Ze „Stanu zagrożenia” usunięto rasistowskie wypowiedzi prezydenta, z „Jutro nie umiera nigdy” znikł żart o przegranej przez Stany Zjednoczone wojnie w Wietnamie, a z filmu „Kontakt” usunięto paranoiczne wypowiedzi wojskowych o inwazji obcych. Gdy wojsko użycza filmowcom sprzętu lub udziela konsultacji, ani jedna niechlubna scena czy linijka dialogu nie umknie cenzorom służb.
Jesteś filmowcem. Masz pomysł na poruszający dramat wojenny lub świeżą opowieść o zgrai superbohaterów ratujących świat. Marzą ci się spektakularne ujęcia myśliwców podrywających się z ogromnego lotniskowca lub helikoptery Black Hawk umykające jęzorom ognia.
Producentowi podoba się twój pomysł, więc udajecie się razem do wojskowego łącznika do spraw rozrywki, który od razu czyta scenariusz. Urzędnikowi nie podoba się krwisty żart o porażce wojsk USA w Wietnamie albo panika amerykańskiego generała w obliczu inwazji z kosmosu. Masz wybór – zmieniasz scenariusz i otrzymujesz tani dostęp do wojskowego sprzętu, albo rób sobie film sam, za swoje. Brzmi fair?