Prezydent Donald Trump doszedł do władzy dzięki radykalnemu programowi imigracyjnemu i zapowiedziach masowej deportacji osób o nieudokumentowanym statusie. Pokaz siły Republikanów dziś zamienia się dla administracji prezydenta USA w piekło. Po tym, jak w ostatnich dniach dwoje protestujących zostało zabitych przez federalnych funkcjonariuszy organów ścigania w Minneapolis, Biały Dom robi krok w tył. Część zwolenników Trumpa broni prezydenta, robiąc dobrą minę do złej gry, inni nie kryją wściekłości. Ujawniamy kulisy rozłamu w Partii Republikańskiej. Stronnicy prezydenta, z którymi rozmawia POLITICO, obawiają się, że już wkrótce największa broń Białego Domu obróci się przeciwko niemu i zmieni układ sił w Waszyngtonie.
Polityka migracyjna miała być kluczem do sukcesu amerykańskiego prezydenta. Jednak po zabójstwie Renee Good i Alexa Prettiego ulice Minneapolis kipią wściekłością i po fali protestów Donald Trump wykonuje polityczny zwrot. — O rany, nie będzie dobrze — ostrzega anonimowo jedna z osób blisko związanych z Białym Domem.