Kiedy po wybuchu wojny na Ukrainie ówczesny minister MON Mariusz Błaszczak ruszył na zakupy, za głowy łapali się nie tylko eksperci, ale i wojskowi. Z kolei przedstawiciele polskiego przemysłu obronnego byli po prostu wściekli, bo pieniądze, które wydano w Korei Południowej, posłużyły do rozwoju i rozbudowy koreańskich fabryk, a nie polskich.
Co jest o tyle bulwersujące, że od pięciu lat polskie fabryki zbrojeniowe słały pisma, prosząc o dofinansowanie na rozwój i budowę kolejnych linii produkcyjnych. Zarówno szef Ministerstwa Aktywów Państwowych Jacek Sasin, jak i premier Mateusz Morawiecki pozostawali głusi na głosy fachowców. Za to radośnie wzięli kredyt w koreańskim banku na zakupy koreańskiego sprzętu.