Po powrocie Donalda Trumpa do władzy obławy prowadzone przez służby porządkowe zaczęły uderzać nie tylko w migrantów, ale także w osoby w kryzysie bezdomności. Na amerykańskich ulicach rozgrywa się dramat, a państwo zamiast ratunku proponuje represje. Rośnie presja: naloty, rozbijanie obozowisk i przymusowe hospitalizacje. Eksperci ostrzegają, że to droga donikąd — kryzys wróci jak bumerang. To gaszenie pożaru benzyną: represje nie leczą kryzysu, tylko rozkręcają go na nowo.
Podpisane w lipcu rozporządzenie wykonawcze w praktyce "kryminalizuje" bezdomność: ucina finansowanie programów taniego mieszkalnictwa oraz działań redukcji szkód dla osób uzależnionych. Prezydent posunął się nawet do publicznego żądania, by bezdomnych natychmiast usunąć z Waszyngtonu.
Tymczasem doświadczenia innych państw pokazują jasno: izolowanie i karanie bezdomnych nie rozwiązuje problemu — który w USA dotyczy już niemal 800 tys. osób. Pomóc mogłyby inicjatywy oparte na zaufaniu, ułatwiające dostęp do leczenia i powrotu do normalnego życia społecznego. Tyle że to właśnie te programy zostały pozbawione pieniędzy.