Generałowie wysłuchali pełnych patosu przemówień, w których ani słowa nie było o zagrożeniach dla Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zgoda nad listą nazwisk to jedno, ale porozumienia prezydenta z rządem w ważnych sprawach bezpieczeństwa nadal brak.
Dwunastu oficerów odebrało z rąk prezydenta – najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych – nominacje na pierwszy i wyższe stopnie generalskie. „Gwiazdy i węże” trafiły do tych, którym należą się z racji zajmowanych w wojsku stanowisk, rangi dowództw i instytucji, w których pełnią służbę. Nazwiska nie wzbudziły żadnych kontrowersji, co mogło być sygnałem uspokojenia na tle wcześniejszych napięć między rządem a Pałacem Prezydenckim w sprawach bezpieczeństwa narodowego. Ich kulminacją był spór oraz weto wobec rządowego pomysłu wdrożenia w Polsce programu unijnych pożyczek na zbrojenia SAFE. Ale wygłoszony w przemówieniu Karola Nawrockiego zarzut pod adresem niewymienionych z nazwisk „polityków”, którzy rzekomo mają „bezmyślnie podważać” polskie sojusze, świadczył, że w tej wojnie prezydent nie zamierza składać broni. Generałów trudniej było wziąć jednak na zakładników, tak jak wcześniej kandydatów na oficerów w służbach mundurowych podlegających ministrowi spraw wewnętrznych. W NATO wymaga się, by stopień odpowiadał zajmowanemu stanowisku, przez co rozumie się też to, by kandydat wyznaczony na to stanowisko posiadał niezbędne wykształcenie i doświadczenie. W Polsce nie zawsze się to udaje, a system „produkcji” generałów daleki jest od doskonałości.