Prezydent USA Donald Trump musiał w czwartek zmierzyć się z otwartym sprzeciwem we własnym obozie. Grupa republikańskich kongresmenów zadała mu kilka dotkliwych ciosów, podważając kluczowe elementy jego agendy i pokazując, że jego żelazna dotąd kontrola nad Kongresem zaczyna słabnąć. Wszystko to dzieje się w najgorszym możliwym momencie, bo na progu decydującego roku wyborczego.
Bunt rozpoczął się w Senacie od zaskakującego głosowania, popartego przez pięciu senatorów z Partii Republikańskiej, w sprawie przyjęcia środka, który ograniczyłby uprawnienia Trumpa w kwestii, którą przedstawiał jako swoje największe osiągnięcie — interwencji wojskowej w Wenezueli.
Później tego samego dnia 17 republikańskich członków Izby Reprezentantów połączyło siły z Demokratami, aby uratować dotacje Obamacare, przeciwko którym Trump wielokrotnie się wypowiadał.