Kiedy zapytaliśmy Wojska Obrony Terytorialnej, dlaczego żołnierze nie dostali amunicji do patrolowania torowisk po sabotażu z 17 listopada, ich rzecznik odpowiedział, że było to "przedsięwzięcie o charakterze szkoleniowym". — Taka sytuacja to gotowy przepis na tragedię, ponieważ jeden z nas nie jest w stanie obronić siebie i zaasekurować kolegi. Patrol nie jest na niby, a szczególnie w działaniach przeciwko sabotażystom — alarmuje były kontrterrorysta i operator GROM Paweł Moszner i zadaje pytanie dowódcy WOT: kto podjął taką decyzję?
Marcin Wyrwał, Edyta Żemła: Po sabotażu na polskiej kolei żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) byli przez kilka dni wysyłani na wspólne patrole z policją i Strażą Ochrony Kolei (SOK) z długą bronią, ale bez amunicji. Jak z perspektywy specjalisty z zakresu policji, wojska i broni palnej oceniasz tę decyzję?
Paweł Moszner, były policjant kontrterrorysta, były operator Jednostki Wojskowej GROM, biegły sądowy m.in. z zakresu użycia i wykorzystania broni palnej: Takiej decyzji nie można ocenić inaczej niż przy użyciu najmocniejszych słów. Wysyłanie żołnierzy z bronią bez amunicji jest wynikiem niebezpiecznej i zakaźnej choroby decydentów. Ta choroba to pogarda — pogarda dla bezpieczeństwa własnych podwładnych. Chciałbym wiedzieć, czy tę decyzję podjęli oficerowie, czy politycy.