Analityk, który wykrył Pawła Rubcowa, rosyjskiego szpiega GRU, pracuje teraz w urzędzie za minimalną krajową - donosi „Rzeczpospolita”. Na wsparcie ze strony państwa nie ma co liczyć. W podobnej sytuacji mają być też inni byli agenci, którzy po odejściu ze służby muszą poukładać swoje życie na nowo.
Według szacunków (oficjalne dane nie są podane do informacji publicznej) rocznie ze służb specjalnych odchodzi kilkudziesięciu funkcjonariuszy. W perspektywie 5-10 lat, jak szacuje Frontline Foundation - fundacja złożona z byłych szefów i funkcjonariuszy służb specjalnych - odejdzie od kilkuset do nawet tysiąca osób. Państwo nie ma żadnej kontroli nad tym, czym byli agenci będą się zajmować.
„Brak systemowej rekonwersji generuje ryzyka podwójnej natury: utratę cennego kapitału ludzkiego, który mógłby zasilać administrację, instytucje międzynarodowe i sektory strategiczne, oraz zagrożenia kontrwywiadowcze wynikające z niekontrolowanego przepływu byłych funkcjonariuszy do podmiotów prywatnych (w tym zagranicznych) oraz organizacji powiązanych z państwami o sprzecznych interesach geopolitycznych” - alarmuje raport „Rekonwersja kadr służb specjalnych w Polsce”, przygotowany przez Frontline Foundation, która jest złożona z byłych szefów i funkcjonariuszy służb specjalnych.