Polacy przestali się bać covidu, więc zainteresowanie szczepionkami jest słabe. Tymczasem chorych przybywa i coraz więcej z nich wymaga hospitalizacji. Ci zaś, którzy chcieliby się zaszczepić, mają z tym spore kłopoty.
Pierwszego października w Warszawie nie można się było zaszczepić nigdzie. Najwcześniejszy termin, 14 października, oferował punkt w Nadarzynie. Jakub Gołąb, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, zapewnia jednak, że szczepionek będzie wystarczająco dużo. W Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Kolejną partię można będzie odbierać po 6 października. Nowe szczepionki zamawia się bowiem dopiero wtedy, gdy wyczerpie się zapas poprzednich. Żeby uniknąć marnotrawstwa.
Wiara rzecznika w to, że szczepionek w tym roku nie zabraknie, wynikać może też z przekonania, że chęć zaszczepienia się przeciw obecnej mutacji koronawirusa przejawiać będzie najwyżej 6 proc. naszych obywateli. Na ten sposób uchronienia się przed grypą nigdy nie decydowało się więcej, z covidem pewnie będzie podobnie.