Najpierw spadły bomby, a dopiero potem pojawiły się pytania. Stany Zjednoczone uderzyły w Iran, ogłaszając działanie w obronie własnej — choć jak dotąd nie zostały ujawnione dowody na bezpośrednie zagrożenie. Administracja Donalda Trumpa przekonuje, że chodziło o powstrzymanie nieuchronnego ataku, lecz eksperci i część polityków mówią wprost: alarm był znacznie przesadzony. W Waszyngtonie trwa gorączkowe budowanie uzasadnienia dla decyzji, która już zdążyła rozpalić Bliski Wschód. Krytycy nazywają ją wojną z wyboru, a nie konieczności.
Biały Dom — mimo największej od dziesięcioleci koncentracji amerykańskich sił zbrojnych w regionie — nadal nie wyjaśnił ani społeczeństwu, ani Kongresowi, jakie konkretnie zagrożenie ze strony Iranu skłoniło USA do przeprowadzenia masowych ataków, które zdestabilizowały sytuację na Bliskim Wschodzie i mogą wciągnąć Stany Zjednoczone w kolejny konflikt w tym regionie.
Administracja po raz pierwszy przedstawiła swoją argumentację dopiero ponad 12 godzin po rozpoczęciu bombardowań Iranu przy użyciu rakiet, dronów i artylerii dalekiego zasięgu.