W Polsce Czesław Zając jest obecnie najstarszym żyjącym olimpijczykiem. Jego droga na strzelnicę, a później igrzyska nie była usłana różami. W kolejnym artykule z cyklu "Zapomniane Strzały", który jest realizowany przy współpracy z Polskim Związkiem Strzelectwa Sportowego, przedstawiam losy tego sportowca.
Patronem cyklu jest Polski Związek Strzelectwa Sportowego
Wrzesień 1960 r. Rzym. Na olimpijskiej strzelnicy trwa finał strzelania z pistoletu szybkostrzelnego 60 strzałów do sylwetek 25 m. Wśród najlepszych zawodników świata stoi 33-letni Polak, Czesław Zając. W turkusowej marynarce z białym orzełkiem na piersi reprezentuje barwy Polski. Jest skupiony i opanowany, a w duchu czuje ekscytację, bo spełnia się jego największe sportowe marzenie. Przez dwa dni rywalizacji oddaje łącznie 60 strzałów do sylwetkowych tarcz, które odsłaniają się przed nim tylko na kilka sekund. Gdy opada dym po ostatniej serii i milknie echo wystrzałów, tablica wyników pokazuje: 582 punkty. Polak zajmuje siódmą pozycję. Wynik ten docenią nazajutrz redaktorzy "Przeglądu Sportowego", pisząc (pisownia oryginalna):
"Niemniejszą niespodzianką były ostateczne rezultaty uzyskane w strzelaniu z pistoletu sylwetkowego. Wśród medalistów nie znajdujemy nazwiska mistrza olimpijskiego z Melbourne Rumuna Petrescu, który zajął dopiero piąte miejsce. Jeśli chodzi o Polaka Czesława Zająca spisał się on w drugiej połówce nadspodziewanie dobrze. Po niezbyt udanej serii w piątek, w której zajął dopiero 15 miejsce, w czwartkowej strzelał on o wiele lepiej i uzyskując w sumie 582 pkt zdołał się wywindować na siódmą pozycję. Do szóstego punktowanego miejsca zabrakło mu jednego punktu".