Błyskawiczna operacja w Iranie miała wzmocnić prezydenturę Donalda Trumpa. Zamiast tego wywołała chaos, którego symbolem stały się dymisje najwyższych dowódców wojskowych. Możliwe jednak, że czystki w armii mają przygotować grunt pod gwałtowne zmiany w polityce zagranicznej i wewnętrznej.
Wojna, która zaczęła się 28 lutego 2026, miała być ekspresową demonstracją siły i narzędziem wzmocnienia prezydentury Donalda Trumpa. Po kilku tygodniach coraz wyraźniej okazuje się strategicznym i politycznym niepowodzeniem, wchodząc jednocześnie w fazę niekontrolowanej eskalacji. Zamiast szybkiego rozstrzygnięcia mamy konflikt bez wyraźnego celu i końca, rosnące koszty, realne zakłócenia przepływu surowców przez cieśninę Ormuz i szaleństwo na rynku ropy, chaos w relacjach międzynarodowych oraz brak jakichkolwiek efektów, które można by przedstawić jako sukces.
Jak wskazuje brytyjski "The Guardian", ekipa prezydenta opierała się na błędnych założeniach. Przewaga militarna USA miała wymusić szybkie ustępstwa, Iran miał nie być zdolny do skutecznej odpowiedzi, a jego zmęczone autorytaryzmem ajatollahów i autarkią Korpusu Strażników Rewolucji społeczeństwo miało powstać przeciwko reżimowi i obalić go.