Operacja „Feniks” nie obnażyła braków sprzętu, lecz brak odporności. Państwo zdało egzamin z procedur, ale nie z gotowości biologicznej żołnierza.
Operacja „Feniks” nie jest historią odbudowy. To test państwa – i ten test został oblany.
Nie zawiódł sprzęt ani logistyka. Zawiódł fundament, o którym w analizach wojskowych się nie mówi: biologiczna gotowość żołnierza.
To nie jest spór o szczepienia. To jest pytanie, czy państwo potrafi utrzymać zdolność działania w warunkach realnego zagrożenia.
Pandemia była ostrzeżeniem. Pokazała, że system nie potrafi wyegzekwować nawet podstawowej profilaktyki wobec własnych służb.
„Feniks” jest dowodem. Bo dotyczy działania w środowisku skażonym – nie symulacji, lecz rzeczywistości.
To, co miało być operacją odbudowy, stało się testem gotowości. I momentem ujawnienia jej braku.
Programy są. Regulaminy są. System ewidencji działa.
Egzekwowania – nie ma.
Tylko co dwudziesty Polak jest zaszczepiony na grypę, więc nikt nie może czuć się bezpiecznie. Coroczne zachorowania i powikłania są kosztownym problemem służby zdrowia. Wojsko nie jest tu wyjątkiem. Żołnierz podlega trzem programom szczepień, ale każdy z nich jest dziś dziurawy. „Feniks” pokazał to w praktyce.