Dla osób po 65. roku życia pneumokoki są jak cichy prześladowca, który nie robi hałasu, ale uderza mocniej niż sezonowa grypa. Grypa zazwyczaj przychodzi gwałtownie, z gorączką i dreszczami, łatwo ją zauważyć. Zakażenie pneumokokowe często zaczyna się jak „zwykłe przeziębienie”, a kończy na intensywnej terapii z rurką w tchawicy. Lekarze immunolodzy od lat powtarzają, że *to właśnie pneumokoki odpowiadają za najbardziej dramatyczne powikłania oddechowe u seniorów*.
Po 65. urodzinach układ odpornościowy zwalnia. Nie chodzi tylko o „gorszą odporność”, ale o zupełnie inny sposób reagowania na drobnoustroje. Grypa może przykuć do łóżka na tydzień. Pneumokoki potrafią doprowadzić do niewydolności oddechowej, sepsy i trwałej utraty sprawności w ciągu kilku dni. Dla wielu starszych osób taka infekcja to granica, po której już nie wracają do dawnej samodzielności.
Statystyki są brutalne. U osób po 65. roku życia śmiertelność w inwazyjnej chorobie pneumokokowej jest kilkukrotnie wyższa niż w grupach młodszych. W Polsce co roku tysiące starszych pacjentów trafia do szpitala z zapaleniem płuc, które w wymazach okazuje się właśnie pneumokokowe. Wielu z nich ma za sobą „porządną” szczepionkę przeciw grypie, ale nigdy nikt nie zaproponował im zastrzyku przeciw pneumokokom. W takim zderzeniu grypa jest starą, znaną przeciwniczką, a pneumokoki – bokserem wagi ciężkiej, o którym mało kto mówi.