Sepsa bywa najniebezpieczniejsza wtedy, gdy jeszcze nie wygląda groźnie. Wystarczy kilka godzin, by zwykłe zakażenie przerodziło się w walkę o życie. Dlaczego w świecie chirurgii robotycznej i terapii genowych sepsa wciąż zabija?
Najpierw jest gorączka. Albo ból przy oddawaniu moczu. Albo kaszel, który brzmi jak setki innych kaszli słyszanych każdej jesieni. Matka podaje dziecku lek przeciwgorączkowy. Starszy mężczyzna mówi, że „pewnie go coś bierze”. Ktoś po zabiegu czuje się po prostu wyraźnie gorzej niż wczoraj. W takich momentach sepsa najczęściej nie przypomina medycznego dramatu. Przypomina raczej coś znajomego, oswojonego, chwilowo niepokojącego, ale takiego, co za chwilę opanujemy.
I może właśnie dlatego jest tak podstępna. Sepsa nie wchodzi do życia pacjenta z hukiem, a „tylnymi drzwiami”. Przez chwilę wygląda jak infekcja, którą da się przeczekać, rozchodzić, jeszcze poobserwować. Problem w tym, że bywa chorobą sekund ukrytych w godzinach. Z zewnątrz wszystko może wydawać się jeszcze względnie zwyczajne, podczas gdy w środku organizm zaczyna już wpadać w stan biologicznego chaosu.