Blisko 200 mld zł z unijnego programu SAFE ma zostać wpompowanych w nasz przemysł obronny i nowe technologie. Zamiast konsensusu w cieniu zagrożenia ze strony Rosji, mamy jednak polityczne przeciąganie liny. Podczas gdy rząd mówi o najtańszym kredycie w historii i ratunku dla polskich fabryk zbrojeniowych, opozycja, na czele z Mariuszem Błaszczakiem oraz prezydent Karol Nawrocki, grzmią o "oddawaniu suwerenności". Sprawdziliśmy, o co toczy się ta wojna.
W lutym 2026 r. polska polityka obronna znalazła się w punkcie zwrotnym. Sejm przyjął właśnie ustawę wdrażającą program SAFE (Security Action for Europe) gigantyczny, wart 150 mld euro unijny mechanizm pożyczkowy, którego Polska jest największym beneficjentem. Chodzi o kwotę niebagatelną: 43,7 mld euro (około 190 mld zł). To pieniądze, które mają zostać przeznaczone na 139 projektów modernizacyjnych, od obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej, przez technologie dla wojsk cybernetycznych, aż po rozwój spółek zbrojeniowych produkujących polskie armatohaubice Krab i Borsuk czy transportery opancerzone Rosomak. Gros środków ma też trafić do podmiotów, które deklarują budowę fabryk amunicyjnych.