Jaka może być przyszła wojna? Czy drony pozostaną przez dekady "cudowną bronią", czy może w przyszłości czekają nas starcia żołnierzy-robotów? Rozmawiamy o tym z gen. broni Dariuszem Parylakiem, dowódcą Wielonarodowego Korpusu Północny-Wschód. Dowództwo korpusu, które jest zlokalizowane w Szczecinie, odpowiada za dowodzenie działaniami NATO na terenie Estonii, Litwy, Łotwy i Polski.
Mateusz Madejski, dziennikarz Business Insider Polska: Na czym obecnie polegają ćwiczenia Korpusu?
Gen. broni Dariusz Parylak, dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego: przyjąłem zasadę dwóch ćwiczeń na rok. Natomiast najważniejszy test czeka nas już za kilka miesięcy, w 2026 r. Mam na myśli prowadzoną przez NATO ocenę zdolności bojowych, które są dedykowane dla dowództwa lub jednostki. W naszym przypadku jest to odpowiedzialność za kraje nadbałtyckie i północno-wschodnią Polskę, wzmacnianie środowiska bezpieczeństwa i integrację sił narodowych z siłami NATO. Żeby wykonywać tę misję skutecznie, Dowództwo Korpusu musi posiadać określone zdolności. Dotyczy to zarówno dowodzenia siłami w czasie pokoju, jak i w razie wojny. Dwa lata temu dostaliśmy zadanie — a właściwie dostał je mój poprzednik, gen. von Sandrart — osiągnięcia zdolności korpusu bojowego NATO [ang. NATO warfighing corps]. No i zbliżamy się do mety, czyli do certyfikacji. Ćwiczenia są oczywiście zawsze ważne — tym bardziej że przecież żołnierze w naszym sztabie służą na zasadach rotacyjnych, co jest naturalne. Nie zawsze jednak zdarza się tak ważny test, jak teraz.