MON, Ministerstwo Aktywów Państwowych, Poczta Polska, znów MAP, w końcu Agencja Rozwoju Przemysłu. Wojskowe Zakłady Kartograficzne kilka razy zmieniały właściciela, a dziś - po blisko 80 latach - są w likwidacji i nie mają nawet prezesa, który mógłby wypłacić ludziom zaległe pensje. Firma wisi im nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych na osobę. - Zrobili sobie u nas przechowalnię prezesów - mówi WP jeden z byłych pracowników.
- Ja rozumiem, że firmy upadają, nawet państwowe, ale powinien przyjechać ktoś z ministerstwa, powiedzieć: słuchajcie, zamykamy ten interes, macie tu pensję jedną czy dwie wymówienia, przykro nam i tyle. A z nami przez pół roku nic nie zrobiono. W firmie nie pojawił się nikt z ministerstwa, w tym ustanowiony i pobierający wynagrodzenie z naszej firmy pełnomocnik właściciela. Jestem przerażony takim podejściem - żali się w rozmowie z Wirtualną Polską jeden z byłych już pracowników Wojskowych Zakładów Kartograficznych.
Na swojej stronie internetowej znajdujące się w Warszawie Wojskowe Zakłady Kartograficzne (WZKart) wciąż chwalą się tym, że są przedsiębiorstwem państwowym o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym. Działały od 1949 r. jako jednostka organizacyjna służby topograficznej Wojska Polskiego. Współcześnie drukarnia wciąż zajmowała się produkcją map, ale również druków egzaminacyjnych, takich jak matury. Byli pracownicy podkreślają, że firma miała m.in. zdolność do przetwarzania informacji niejawnych potwierdzoną posiadaniem świadectwa bezpieczeństwa przemysłowego do krajowej klauzuli "tajne".