Z MON odeszli ludzie z drugiego szeregu, ale ważni dla kluczowych zadań resortu w czasie, gdy za granicą trwa wojna wywołana rosyjską agresją na Ukrainę. Powody malują niewesoły obraz: jeden prawdopodobnie padł ofiarą konfliktu z prezydentem, drugi lokalnej polityki.
To nie rekonstrukcja, bo tej w MON ma nie być. „Mam czterech zastępców, z którymi będę dalej współpracował, jestem zadowolony z ich działania i z ich pracy” – zapewniał szef resortu Władysław Kosiniak-Kamysz, na którego szczycie dominują ludzie PSL. Bo to nie tylko partyjny lider i mocny wicepremier, ale też jego zastępca od modernizacji Paweł Bejda.
„Pierwszym zastępcą” jest tu jednak Cezary Tomczyk z PO – odpowiedzialny za innowacje, ale też wojskowe szpitale. Mniej aktywni są dwaj pozostali wiceministrowie: Paweł Zalewski z Polski 2050 (od zawsze przejawiał więcej politycznego afektu do spraw zagranicznych niż obronnych) oraz Stanisław Wziątek z Nowej Lewicy, najstarszy w tym gronie i najmniej publicznie widoczny.