Fałszywe informacje rozprzestrzeniane w mediach społecznościowych doprowadziły do dramatycznych wydarzeń we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. W regionie ogarniętym epidemią Eboli podpalono dwie placówki medyczne, a nieufność wobec lekarzy i władz osiągnęła niebezpieczne rozmiary. Eksperci alarmują - dezinformacja staje się równie groźna jak sam wirus.
Według najnowszych informacji przekazanych przez ONZ, w ostatnich dniach doszło do podpaleń dwóch placówek medycznych we wschodnim Kongo. Powód? W sieci pojawiły się materiały przekonujące, że "Ebola nie istnieje", a cała epidemia to wymysł władz i międzynarodowych organizacji. Teorie spiskowe, podsycane przez fałszywe profile i zmanipulowane nagrania, szybko znalazły podatny grunt wśród mieszkańców regionu.
Ataki mają związek z kampaniami dezinformacyjnymi krążącymi w mediach społecznościowych, które znacznie spowalniają dotarcie zespołów medycznych do chorych - przekazała Maria Belizaire, dyrektorka ds. reagowania kryzysowego w WHO Africa. W praktyce oznacza to, że lekarze i ratownicy nie tylko muszą walczyć z wirusem, ale także z nieufnością i agresją ze strony lokalnych społeczności.