To film grozy, bo uwidacznia nierespektowanie procedur, luki w wyszkoleniu, a być może panikę żołnierza, który nieprzewidywalnym zachowaniem mógł narazić życie nie tylko migrantów, ale nawet kolegów z granicznej służby.
„Gazeta Wyborcza” twierdzi, że uzyskała dostęp do filmu pokazującego incydent ze strzałami na granicy z 25 marca. Zdarzenie to – ujawnione z dwumiesięcznym opóźnieniem przez Onet – wywołało najpoważniejszy wstrząs na finiszu kampanii europarlamentarnej i wraz ze śmiercią żołnierza rannego w innym, późniejszym incydencie najsilniej zachwiało rządowym przekazem o bezpieczeństwie granicy jako filarze polityki Donalda Tuska.
Poszło głównie o to, że – jak pisał Onet – żołnierze, którzy użyli broni w odruchu obrony przed atakiem agresywnych migrantów, zostali potraktowani przez Żandarmerię Wojskową i prokuraturę jak podejrzani o poważne przestępstwa, zakuci w kajdanki i wywiezieni na przesłuchanie.
Fatalny zbieg okoliczności, polegający na połączeniu tragedii ugodzonego nożem żołnierza z gmatwaniną sytuacji prawnej, sprawił, że w politycznej i medialnej debacie najgłośniej brzmiało jedno hasło: strzelać. W reakcji przypominającej gaszenie politycznego pożaru rząd zapowiedział daleko idące zmiany poszerzające prawo do użycia broni i łagodzące odpowiedzialność za jego nadużycie, by niedawno się z nich wycofać w obliczu krytyki prawników.