W Polsce, żeby „coś zrobić”, z reguły uchwala się ustawy, mało je analizując. Mści się to po latach i właśnie zaczęło. Gdy posłuchać wojskowych, kreślą scenariusz zadłużeniowej pętli, która wkrótce się zaciśnie.
Pieniędzy na obronę mamy mnóstwo, a bezpieczeństwo Polski nie ma ceny – przekonuje nas kolejna ekipa rządząca. Zakupy zbrojeniowe mają jednak konkretny i policzalny koszt, choć nie zawsze w pełni ujawniany opinii publicznej. Zwłaszcza gdy realizowane są na kredyt, taki czy inny. Wtedy należy doliczyć odsetki i opłaty manipulacyjne, czyli ten drobny druczek, którego tak bardzo nie chce nam się czytać, gdy kupujemy pralkę, smartfon czy samochód. Im większy wydatek, tym uważniej czytamy, ile tak naprawdę będzie nas kosztował w całości, po wszystkich ratach i opłatach. Miesiącami analizujemy, gdy zadłużać przychodzi się na dekady przy kredytach na mieszkanie. Tygodnie spędzamy na porównaniu dostępnych instrumentów, by nie było niejasności, niespodzianek – a zwłaszcza dodatkowych, nieprzewidzianych kosztów.