Fort VII w Toruniu, który od lat znajduje się w rękach prywatnych, jest rozkradany i niszczony. Reporterowi PAP proponowano na miejscu, żeby sobie coś wziął. Do obiektu można wejść przez niczym niezabezpieczoną bramę, ale wielu oryginalnych elementów już tam się nie znajdzie.
Sprawą są oburzeni przewodniczący rady miasta i prezydent. Włodarz Torunia ma polecić służbom konserwatorskim interwencję w tej sprawie.
Reporter PAP – po sygnale od mieszkańców i przewodniczącego Rady Okręgu Wrzosy i JAR Marcina Łowickiego – był na miejscu w środę po południu. Wszedł przez nikogo niepokojony przez niezabezpieczoną bramę. Na miejscu dwaj panowie proponowali mu „oprowadzenie” i wybranie sobie, „co tylko potrzebuje”. – Tam są takie butle gazowe. My tego nie bierzemy, bierz śmiało. Tego się nabić nie da. Tam dalej są fajne metalowe rzeczy, ale trudno je wymontować, może tobie się uda – mówili mężczyźni. Spokojnie, jakby nigdy nic, spożywali na terenie alkohol i proponowali „przyłączenie się”. W międzyczasie z Fortu uciekał mężczyzna w czarnym płaszczu. Chodził w fosie, ale po zobaczeniu dziennikarza czegoś się przestraszył i uciekł.