Paryż od dawna apelował do europejskich przywódców o to, by wykształcili zdolność do samodzielnej obrony bez polegania na Waszyngtonie. Działania Donalda Trumpa pokazały nawet największym sceptykom, że Francja rzeczywiście miała rację. Pod wodzą Emmanuela Macrona dąży do tego, by zostać liderem gwarantującym bezpieczeństwo Europy i jako jedyna potęga nuklearna w UE i kraj posiadający niezależnych producentów broni, ma ku temu wszelkie powody. Jest tylko jeden problem — sytuacja polityczna w kraju, która budzi poważne obawy w Europie. Niedawna decyzja Warszawy jest tego idealnym przykładem. — Niestabilność życia politycznego we Francji jest przerażająca. Polska boi się Bardelli jak ognia — mówi anonimowo francuski dyplomata.
Centrum rekrutacji wojskowej naprzeciwko Wieży Eiffla, w eleganckiej historycznej Ecole Militaire w 7. dzielnicy, jest pełne plakatów promujących siły zbrojne. W holu spotykam 26-letnią Charlotte. Obecnie pracuje w dziale marketingu prywatnej firmy, ale myśli o wstąpieniu do francuskiej armii.
— Kontekst geopolityczny inspiruje mnie do zgłoszenia się do służby i wykorzystania moich umiejętności — mówi. — Czasami zastanawiam się, dlaczego zajmuję się marketingiem, skoro mogłabym być lingwistką w armii lub agencji wywiadowczej.
Kontekst geopolityczny, o którym mówi, dla wszystkich Franzuców jest oczywisty. Ich kraj stoi na czele europejskich wysiłków zmierzających do stawienia czoła zmieniającemu się nastawieniu Stanów Zjednoczonych do sojuszników z NATO i UE.