Tomasz Sanak, doświadczony ratownik pola walki w rozmowie z Marcinem Wyrwałem i Edytą Żemłą wskazuje na systemowe luki, jakie są w polskim wojsku. — Nie chciałbym, aby ewolucja medycyny była wprost proporcjonalna do ilości krwi, która wlała się w polską ziemię — ostrzega ekspert.
Mimo pełnoskalowej wojny w Ukrainie kondycja medycyny pola walki w naszym kraju znajduje się w opłakanym stanie. Choć doświadczenia z misji w Afganistanie i Iraku dały solidne fundamenty, to pełnoskalowy konflikt za wschodnią granicą brutalnie zweryfikował dotychczasowe standardy. Tomasz Sanak, doświadczony ratownik pola walki i kierownik Zakładu Medycyny Katastrof Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum, w rozmowie z Marcinem Wyrwałem i Edytą Żemłą wskazuje na systemowe luki: od braku wyszkolonych i doświadczonych instruktorów, po źle przygotowane szkolenia.
Punktem wyjścia do dyskusji jest sytuacja w 1. Wojskowym Szpitalu w Lublinie, który ogłosił powstanie nowoczesnego zakładu medycyny pola walki. Dziennikarze Onetu ujawnili, że w rzeczywistości placówka nie posiada infrastruktury, sprzętu a przede wszystkim przygotowanych do prowadzenia szkoleń instruktorów z bojowym doświadczeniem. Marcin Wyrwał nazywa tę sytuację wprost "teatrzykiem" dla społeczeństwa i polityków, by wyciągnąć pieniądze, których w budżecie unijnym, rządowym i samorządowym pojawiało się sporo na szkolenia z medycyny pola walki.