W czasie wojennym rośnie rola generałów, którzy coraz częściej goszczą w mediach. Jak wypadają na tle polityków i innych cywilnych ekspertów?
Wtargnięcie rosyjskich dronów nad Polskę, a dwa dni później rosyjskich myśliwców nad Estonię wywołało raptowny wzrost obaw o bezpieczeństwo. Zanim politycy ruszyli ze stanowczymi deklaracjami o zestrzeliwaniu powietrznych intruzów, na pierwszą linię walki o uspokojenie nastrojów i odbudowę zaufania do państwa wysłali generałów. Na ekranach, łamach i stronach internetowych zaroiło się od gwiazdek i węży – generalskich dystynkcji. Dyskretnych, bo noszonych na polowych mundurach, a nie wyszywanych na galowo srebrzystą nitką. Nawet najwyżsi rangą dowódcy Wojska Polskiego występują w mediach od kilku lat ubrani tak jak w codziennej służbie. Ale nie o ich wizerunek tu chodzi, a bardziej o obraz sił zbrojnych – wzmocniony zdecydowaną reakcją na wtargnięcie dronów, ale nadwyrężony przez jej niezamierzone skutki – upadek rakiety na dom w Wyrykach. I niejasność co, kto i kiedy o tym zdarzeniu wiedział.