DU-7.x nie da się zrozumieć, patrząc wyłącznie na 2024. Mechanizm rodził się latami, poza światłem opinii publicznej. Katastrofa nie była błędem, lecz konsekwencją nowego modelu szkolenia.
Instrukcja DU-7.x miała przyspieszyć szkolenie strzeleckie w wojsku i stworzyć jednolity standard szkolenia wojskowego DU‑7.x dla wszystkich formacji. Zamiast tego obnażyła katastrofę: brak strzelnic, zapaść infrastruktury szkoleniowej wojska, fikcyjne rezerwy, odpływ kadr i logistykę, która każe jechać 350 km, by oddać kilka serii. DU‑7.x nie jest reformą – to dowód systemowego sabotażu i armii dwóch prędkości, którą MON zbudował od 2018 roku, oraz symbol szerszego kryzysu przygotowania obronnego państwa.
2018–2025: skracanie szkolenia, prywatyzacja infrastruktury i wojsko dwóch prędkości
„Mówi się od pokoleń: ‘nie ma złych żołnierzy – są tylko źli dowódcy’. To zdanie – choć przypisywane różnym dowódcom – najpełniej oddaje filozofię gen. Stanisława Sosabowskiego, twórcy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, prekursora polskich wojsk specjalnych. Człowieka, który elitarność mierzył odpowiedzialnością dowódców, a nie skracaniem szkolenia do minimum. Sosabowski wiedział, że żołnierza nie buduje się „szybkim kursem”, tylko rygorem, powtarzalnością i konsekwencją tych, którzy prowadzą go na pole walki. Dlatego jego historia jest dziś boleśnie aktualna.
DU‑7.x to nie wypadek. DU‑7.x to dowód, że od 2018 roku Polska budowała wojsko od końca. Najpierw fasadę, potem propagandę, potem struktury. A na samym końcu – szkolenie. Gdy instrukcja miała ruszyć pełną parą, fundamentów już nie było.
Najpierw szkoli się człowieka. Dopiero potem buduje się armię. Nigdy odwrotnie.