Do gwałtu na 22-letniej policjantce miało dojść w gabinecie dowódcy kompanii, a sprawca bezpośrednio potem został odwieziony do domu prywatnym samochodem — ustalił nieoficjalnie Onet. Nie został zatrzymany "na gorącym uczynku", ponieważ — według naszych informatorów — pokrzywdzona nie powiedziała od razu nikomu, co zaszło. Jej koledzy z jednostki dowiedzieli się o tym dopiero w późniejszej rozmowie z nią.
Trwa śledztwo w sprawie gwałtu na młodej policjantce, do którego miało dojść w sobotę, 3 stycznia br., na terenie oddziału prewencji Komendy Stołecznej Policji w podwarszawskim Piasecznie. Podejrzany o jego dokonanie jest Marcin J., dowódca 9. kompanii, która tam stacjonuje. Wciąż wyjaśniane są okoliczności, w jakich do niego doszło.
Nieoficjalnie: nie zatrzymali go od razu, bo nikt nie wiedział, co zaszło