Rosjanie ruszają na front skuszeni ogromnymi wypłatami, które mają odmienić ich życie i spłacić długi. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalna: zamiast spłacać kredyty, żołnierze oddają lwią część zarobków swoim dowódcom. Płacą za prawo do urlopu, za przeniesienie na bezpieczniejsze tyły, a najczęściej po prostu za to, by nie zostać wysłanym na pewną śmierć w „mięsnych szturmach”.
Zjawisko systemowej korupcji na froncie stało się dla wielu rosyjskich oficerów dochodowym biznesem. Żołnierze, z którymi rozmawiali dziennikarze serwisu Meduza, opisują mechanizm "wykupu" od niebezpiecznych zadań bojowych. Stawka za nieuczestniczenie w ataku na pierwszej linii wynosi często równowartość miesięcznego żołdu - około 200 tysięcy rubli, czyli około 9300 - 9500 zł.