Gdy medycyna reaguje dopiero na kryzys, biologia działa dużo wcześniej. Od gleby i żywności po odporność żołnierza — ta część pokazuje, jak system utracił zdolność myślenia o gotowości biologicznej.
Gleba, żywność i mikroelementy rzadko pojawiają się w rozmowie o raku, odporności czy zdrowiu publicznym. A to właśnie tam zaczyna się biologia, zanim trafi do laboratorium, poradni i na oddział. Organizm nie funkcjonuje w próżni — jest końcem długiego łańcucha zależności, którego medycyna nauczyła się nie widzieć.
Gotowość biologiczna działa jak żołnierz w okopie: jeśli nie została zbudowana wcześniej, nie da się jej stworzyć w chwili ataku.
Już w latach 80. Halina Kleszcz pisała w Polsce o niedoborach magnezu jako problemie systemowym, porównując ich skutki do funkcjonalnego wyłączenia odporności. Dziś podobną logikę odnajdują badacze tła biologicznego, tacy jak Anton Nigten, niezależny badacz z Holandii zajmujący się relacją między glebą, żywnością, mikroelementami i odpornością człowieka, opisujący ciągłość: gleba → roślina → zwierzę → mikrobiom → odporność → zdrowie człowieka.