Mówiąc o przygotowaniu państwa na ewentualne zagrożenia, nie można zapominać o społeczeństwie. To ono, ze swoimi lękami, aspiracjami, obawami i oczekiwaniami, stanowi fundament, na którym opiera się realna zdolność obronna. Państwo może inwestować w sprzęt, modernizować armię, tworzyć struktury rezerwowe, ale skuteczność tych działań w sytuacji kryzysowej w dużej mierze zależy od tego, co ludzie myślą, na ile są gotowi aktywnie się włączyć oraz czy wierzą, że instytucje obronne rzeczywiście podołają. Zatem jaki jest stosunek Polaków do wojska, w tym do kwestii możliwości wprowadzenia powszechnego przeszkolenia wojskowego?
Wyniki sondaży przeprowadzonych w ostatnich latach pokazują obraz złożony i pełen napięć. W deklaracjach dominuje przekonanie, że państwo potrzebuje silnej armii, a w obecnych realiach konieczny jest odpowiednio wysoki poziom obronności. Wiele osób podkreśla, że ogólne lub częściowe przeszkolenie wojskowe mogłoby być wartością, zarówno z punktu widzenia bezpieczeństwa, jak i budowania odporności społecznej.
Kiedy jednak ankieterzy pytają o osobistą gotowość do działania, to odpowiedzi są bardziej zachowawcze. Uczestnictwo w realnych działaniach obronnych, zgłoszenie się na ćwiczenia czy rozważenie wstąpienia do wojska nie cieszą się już porównywalnym poparciem. Deklarowane przekonania o wadze obronności nie zawsze przekładają się na gotowość do osobistego zaangażowania się, co pokazuje wyraźną różnicę między tym, co ludzie uważają za potrzebne, a tym, w czym skłonni są uczestniczyć.
Z sondażu opublikowanego w maju 2025 roku przez CBOS jednoznacznie wynika, że niemal połowa Polaków (45%) uważa, iż siły zbrojne powinny opierać się przede wszystkim na żołnierzach zawodowych, przy jednoczesnym utrzymaniu obowiązkowej służby powszechnej jako elementu uzupełniającego system obronny państwa. Oznacza to, że duża część społeczeństwa dostrzega potrzebę profesjonalizacji armii, ale jednocześnie widzi wartość w istnieniu powszechnego przeszkolenia wojskowego.