Spirala agresji w USA się nakręca. Wkrótce wprowadzenie stanu wojennego w rejonach nieprzychylnych władzy da się logicznie i wiarygodnie uzasadnić. A Trump nigdy się nie opamięta. Umiarkowanie i zdrowy rozsądek nie leżą w jego naturze, czemu dał dowód wiele razy.
Oglądając dzienniki, chwilami trudno się zorientować: Teheran to czy Minneapolis. I tam, i tu lecą petardy, ścielą się gazy, na robotników sypią się razy — jak śpiewałem z kolegami, stojąc w miejscu, gdzie nigdy nie stał Jarosław Kaczyński, czyli przed szeregami ZOMO. Przy okazji chciałbym przeprosić Orwella za nadużywanie wówczas odniesień do "Roku 1984". Wobec samowoli, brutalności, demagogii i łgarstw Trumpa bledną propagandowe poczynania reżimu Jaruzelskiego.