Stolica Belgii jest nękana przez falę strzelanin związanych z handlem narkotykami. Belgijski minister bezpieczeństwa i spraw wewnętrznych Bernard Quintin chce wysłać żołnierzy na ulice Brukseli, aby walczyli z niespotykaną dotąd eskalacją przemocy. Plan jest bliski realizacji. "Obecnie jesteśmy prawie w sytuacji, w której facet przychodzi, rozkłada swoje małe krzesełko, ustawia stolik i parasolkę" — mówi Quintin o ostentacyjnym zachowaniu handlarzy narkotyków w "stolicy" UE.
"Wojsko musi bronić integralności terytorium. Zazwyczaj żołnierze robią to na naszych granicach lub daleko poza nimi. Jednak walka z przestępczością związaną z narkotykami również wchodzi w zakres ochrony naszego terytorium" — powiedział Quintin w wywiadzie opublikowanym w sobotę, 6 września, w gazecie "De Standaard".
"Nasza stolica, Bruksela, to katastrofa pod względem bezpieczeństwa"
W zeszłym miesiącu brukselski prokurator Julien Moinil potępił eskalację przemocy, informując o aż 57 strzelaninach w tym roku, z czego 20 miało miejsce latem. Sytuacja ulega dalszemu pogorszeniu.