Był jednym z najodważniejszych wojskowych, który mówił władzy prawdę w oczy, gdy był w służbie – i jednym z najważniejszych głosów polskiej debaty obronnej, gdy służbę opuścił. Waldemar Skrzypczak to była instytucja, filar, opoka.
Zawsze był dostępny, zawsze oddzwaniał, zawsze pomagał w zrozumieniu trudnych wojskowych spraw – na bazie swojego doświadczenia zarówno z wojska, jak i z zarządzania wojskiem w MON. Opoką był nie tylko i nie przede wszystkim dla „klasy dyskutującej”, dziennikarzy, publicystów i pisarzy. To był przede wszystkim generał swoich żołnierzy. Wódz – nie przez przypadek miał taki przydomek. Wodza się słuchało, do Wodza się dzwoniło czy pisało, gdy był problem. Wódz potrafił się postawić tym, rzekomo ważniejszym, politykom na czele MON.
Każda rozmowa była ważna
Był jednym z rzeczników modernizacji polskiej armii w zachodnim stylu. Służył ramię w ramię z Amerykanami w Iraku i poznał zarówno zalety ich sprzętu, jak i przewagi ich systemu – nie zawsze i nie wszędzie dostępne. Dlatego gdy tylko mógł, podkreślał znaczenie logistyki i zaopatrzenia jako podstawy działania wojsk operacyjnych. To dlatego jako dowódca Wojsk Lądowych nie zawahał się wejść w konflikt z ministrem obrony Bogdanem Klichem o wyposażenie polskiej misji w Afganistanie, m.in. w drony, uzbrojone śmigłowce i lepiej opancerzone pojazdy.