Kierowca Toyoty gnał ponad 110 km na godz. w obszarze zabudowanym, ponad dwukrotnie przekraczając dozwoloną prędkość. Zatrzymali go policjanci z Przemyśla. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że za kierownicą siedzi ich przełożony — podinsp. Janusz Kiszka, szef komendy w tym mieście. Taryfy ulgowej jednak nie było. Funkcjonariusze zabrali mu prawo jazdy i wlepili mandat.
O tej bulwersującej sprawie powiadomiła nas czytelniczka, mieszkanka Przemyśla. Kobieta chce pozostać anonimowa.
Komendant jechał za szybko. Stracił prawo jazdy
"Mój sąsiad, Janusz Kiszka, jest komendantem policji w Przemyślu. Dowiedziałam się, że inni policjanci zabrali mu prawo jazdy, a on dalej jeździ samochodem. Jak to jest, że komendant to "święta krowa" i może nie przestrzegać prawa?" — pyta mieszkanka Przemyśla.