Podczas trwającej ponad cztery lata I wojny światowej zginęło lub zmarło blisko 900 tysięcy brytyjskich żołnierzy, a niemal 1,7 miliona zostało rannych. Wykorzystanie na masową skalę broni maszynowej oraz nowoczesnej artylerii sprawiło, że straty osiągnęły niespotykane nigdy wcześniej rozmiary. Służby medyczne były na to zupełnie niegotowe. O tym jaki los czekał rannych wojskowych pisze Wade Davis na kartach książki W stronę ciszy. Wielka wojna, Mallory oraz podbój Everestu.
W pierwszych miesiącach wojny liczba zabitych i rannych osiągnęła poziom niespotykany podczas wcześniejszych konfliktów zbrojnych. Rodzaj i dotkliwość ran odnoszonych przez żołnierzy były nowością dla służb medycznych, a liczba i przebieg zakażeń miały się nijak do wiedzy wyniesionej z kursów lekarskich – korpus medyczny miał więc ogromne trudności z zapewnieniem rannym chociaż podstawowej opieki.
Taśmowo wykonywane amputacje
Na początku ludzie znoszeni z pola bitwy leżeli na noszach ustawionych na gołej podłodze, a ich rany szybko się zaogniały pod wpływem tajemniczych patogenów pochodzących z żyznej, próchnicznej gleby flandryjskiej.