Pod fasadą oficjalnych rozmów i państwowych instytucji wyrosła nowa forma dyplomacji — kolesiowska, nieformalna i oparta na telefonach do znajomych miliarderów. Plan pokojowy dla Ukrainy, przygotowany nie przez dyplomatów, lecz przez biznesowych "transaktorów", pokazuje, jak bardzo zmieniły się reguły gry za czasów Donalda Trumpa. W tle pobrzmiewa motyw osobistych interesów, który jak cień towarzyszy jego polityce zagranicznej. Putin i Trump nie potrzebowali ambasadorów — wystarczyli lojalni znajomi o grubych portfelach. Skutki tej "dyplomacji po znajomości" odczuwa dziś cała Europa. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Za prezydentury Donalda Trumpa normą stało się powierzanie kwestii o krajowym i globalnym znaczeniu niedoświadczonym, ale bezwzględnie lojalnym współpracownikom. Jednocześnie w tle amerykańskich posunięć dyplomatycznych stale pobrzmiewa kwestia osobistego bogacenia się. Efekt? "Plan pokojowy" dla Ukrainy, który przygotowali trumpowscy kolesie.