Gdy były zastępca dyrektora aresztu śledczego w Piotrkowie Trybunalskim ppłk Krystian Sobczak ze względów bezpieczeństwa zamknął więzienną strzelnicę, od jednego z przełożonych usłyszał: "Czyli co, wczoraj jeszcze można było strzelać, a dzisiaj już nie?". Wkrótce został zdegradowany, a kilka miesięcy później stracił stanowisko.
— Uważam, że w interesie publicznym jest to, żeby ludzie poznali tę historię, bo o ignorowaniu zasad bezpieczeństwa trzeba mówić głośno — zaczyna ppłk Krystian Sobczak, który do maja ub. r. był zastępcą dyrektora aresztu śledczego w Piotrkowie Trybunalskim.
Potem ze szczegółami opowiada o tym, jak areszt, w którym pracował, użyczał swojej strzelnicy żołnierzom Wojsk Obrony Terytorialnej, jak terytorialsi strzelali z karabinków Grot z amunicją o stalowym rdzeniu, choć strzelnica nie była przystosowana do tego typu pocisków, jak również do intensywnego strzelania, w końcu jak zakazał korzystania ze strzelnicy, gdy dowiedział się o nieprawidłowościach.