— Przyszedł taki czas, że dosyć udawania, dosyć pudrowania rzeczywistości jak się mówi w armii, malowania trawy na zielono. Trzeba pokazać, że król jest nagi — mówi w "Onet Rano." Edyta Żemła, dziennikarka Onetu specjalizująca się w tematyce wojskowej i autorka książki "Wojsko z tektury". — Powinniśmy zwiększać liczebność armii, ale robić to mądrze. Przede wszystkim postawić na odwieszenie poboru. (...) Bo musimy budować tę świadomość społeczną. I tutaj pobór moim zdaniem i dla kobiet, i dla mężczyzn w określonym wieku jest po prostu koniecznością. No, takie mamy czasy. Przepraszam, że mówię to wprost, ale żadnego polityka na to nie stać, więc może ja to powiem — podkreśla.
Zapytana o to, co najbardziej zszokowało ją w rozmowach z wojskowymi, Edyta Żemła odpowiada: na przykład to, że jeżeli chodzi o lotnictwo, to te regulaminy walki mamy z PRL-u. Oczywiście abstrahując od tych, które dostarczyli nam Amerykanie.
— Trzeba pokazać, że król jest nagi, bo być może za chwilę będzie jak w 1939 r., że oficerowie mówili, że nasze samoloty bombardują Berlin. Tymczasem to niemieckie samoloty bombardowały Warszawę, więc musimy się przygotować, żeby nie było powtórki z historii. A możemy to zrobić, jeżeli nie będziemy ukrywać, że nasza armia wymaga bardzo głębokich reform i zmian. Zszokowało mnie np. to, że mamy regulaminy walki pododdziałów lądowych, które napisał jeszcze generał Waldemar Skrzypczak w 2007 r., kiedy nasza armia była w Iraku i w Afganistanie. (...) A jeszcze bardziej to, że jeżeli chodzi o lotnictwo, to te regulaminy walki mamy z PRL-u. Oczywiście abstrahując od tych, które dostarczyli nam Amerykanie — wylicza dziennikarka Onetu.