Słuchając wystąpienia prezydenta Karola Nawrockiego w święto Wojska Polskiego, można było odnieść wrażenie, że ziściły się życzenia, jakie w podcaście "Fronty Wojny" złożył mu Bronisław Komorowski. — Czasami ludziom na ważnym stanowisku raptem rosną skrzydła u ramion. Tego życzę panu prezydentowi Nawrockiemu — mówił były prezydent. Słowa nowego prezydenta przed defiladą wojskową niosą taką nadzieję. Problem w tym, że ludzie skupieni wokół prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, zamiast na współpracy, skupiają się na walce z politycznymi przeciwnikami.
— Bezpieczeństwo nie może być przedmiotem sporu politycznego. Nigdy. I nie pozwolę na to, jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, bo bezpieczeństwo zapewnić musimy wszystkim, a zapewniają je żołnierze, także o różnych poglądach politycznych i o różnych decyzjach przy urnie wyborczej. Tylko jedność i wspólnota daje nam siłę budowania naszego systemu odporności, naszego systemu bezpieczeństwa — powiedział prezydent Nawrocki przed defiladą z okazji święta Wojska Polskiego.
Na takie słowa nowego zwierzchnika Sił Zbrojnych czekali żołnierze, którzy od lat, nie ze swojej winy, są wikłani w spory polityczne, wykorzystywani jako tło na paradach i piknikach, oskarżani o sprzyjanie danej partii, tylko dlatego, że awans czy wyznaczenie na stanowisko dostali od ministra, czy prezydenta określonej partii.