Nowa instrukcja DU-7.0.8 miała wzmocnić szkolenie wojskowe. Zamiast tego sparaliżowała armię: granaty leżą w magazynach, broń wsparcia stoi w szafach, rezerwa strzela „jak się uda”, a całość zaczyna wyglądać jak skandal w MON przykryty milczeniem.
Ujawniamy skandal, którego MON nawet nie widzi
To nie jest zwykła reforma strzelań. To jest sabotowanie zdolności bojowej, tylko opakowane w broszurę z ładnymi hasłami. To systemowy skandal, o którym samo MON nie ma pojęcia, a za który pełną odpowiedzialność ponosi szef Sztabu Generalnego i jego ludzie z jednostek specjalnych. Początek chaosu to nie rok 2024, lecz 2018 r., gdy ruszył WOT i słynna „szesnastka” – ekspresowe szkolenie przygotowane pod logikę specjalsów. Już wtedy ostrzegano: szybkie kursy bez fundamentów stworzą armię pozorów. Teraz te pozory wciągnięto na cały Wojsko Polskie.
Ironia? Instruktorzy i żołnierze zachwyceni są nową instrukcją jak dzieci w piaskownicy, bo wreszcie dano im zabawki, ale nikt nie powiedział, że piaskownica stoi na ruchomych piaskach, bo po latach biedy dostali skrzynkę amunicji i mogą poczuć się jak operatorzy z filmów. Euforia trwa dokładnie do chwili, gdy wystrzelają magazynki. Potem zaczyna się cisza, odwołane zajęcia i słynne: „brak terminów, brak instruktorów, brak strzelnic”.