Systemy państwowe i ochrony zdrowia okazały się słabo przygotowane podczas pandemii koronawirusa, reakcje zbyt późne, komunikacja chaotyczna, a ochrona wrażliwych grup ludności — niewystarczająca. Wiele wskazuje, że gdy dojdzie do kolejnej pandemii, sytuacja może się powtórzyć. Zacząć się może niewinnie. O sprawie pisze w "Tygodniku Przegląd" lekarz i bioetyk, doktor habilitowany nauk medycznych, specjalista z zakresu chorób wewnętrznych, endokrynologii i kardiologii Marek Czarkowski.
Pandemia COVID-19, która wybuchła w chińskim mieście Wuhan pod koniec 2019 r. i objęła cały świat, a której koniec Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła w maju 2023 r., spowodowała 500-700 mln zakażeń wirusem SARS-CoV-2 i 6-7 mln zgonów.
Prawdopodobnie jednak rzeczywista liczba ofiar była wyższa. Zmusiło to bogate kraje do poszukiwania rozwiązań, które w przyszłości umożliwiłyby skuteczną walkę z podobnym zagrożeniem. Głównym motywem, którym kierowali się politycy, nie była bynajmniej duża śmiertelność, chodziło raczej o niemożliwe do przewidzenia konsekwencje ekonomiczne i polityczne.