Hasan Hasanović stracił brata bliźniaka i ojca w masakrze w Srebrenicy. On sam przeżył marsz śmierci. Opowiadanie o tym i przeprowadzanie wywiadów z innymi ocalałymi jest dla niego życiową misją.
Przez sześć dni szedł przez lasy. Pod ciągłym ostrzałem, prawie bez jedzenia i wody, prawie bez snu. W chaosie i walce o życie po ataku artylerii drugiego dnia stracił z oczu ojca i brata. Biegł dalej z poranionymi stopami. Skulony w zaroślach widział, jak żołnierze strzelają do uciekających ludzi, jakby polowali na zwierzęta. Na polanach, polach i skrzyżowaniach dróg czołgał się pod gradem kul i granatów. Widział rannych, którym nie mógł pomóc. Pewnego dnia, gdy już prawie zasypiał, jakiś mężczyzna potrząsnął nim, mówiąc: „Jeśli teraz zaśniesz, to już na zawsze”. Więc zebrał siły.
Szóstego dnia po południu wraz z setkami innych osób dotarł do terytorium kontrolowanego przez armię bośniacką. W małej wiosce jej mieszkańcy powitali ich jedzeniem i piciem. Później wszystkich zabrali do budynku szkoły. Tam zasnął na podłodze i obudził się dopiero siódmego dnia.