Dr n. med. Norbert Szaluś — absolwent Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Zawieszony przez Naczelny Sąd Lekarski; jego orzeczenie zostało następnie uchylone przez Sąd Najwyższy. „Szarlatan”? Fot. kadr z rozmowy Bogdana Rymanowskiego.
Dwaj lekarze, dwaj oficerowie Wojska Polskiego, ta sama Wojskowa Akademia Medyczna. Norbert Szaluś i Jan Talar znaleźli się przed sądami lekarskimi, gdy zaczęli publicznie kwestionować granice obowiązującej wiedzy medycznej. Ich historie prowadzą do znacznie większego pytania: kto decyduje, czym jest nauka — i co dzieje się z metodami, których nie obalono, lecz porzucono?
Dzisiejsza „aktualna wiedza medyczna” bywa traktowana przez państwo jak stabilny kodeks prawdy. Tymczasem sami ludzie stojący przez lata na szczycie światowej medycyny akademickiej ostrzegają, że znaczna część publikowanej wiedzy jest nietrwała, podatna na błędy, konflikty interesów i późniejsze odrzucenie. Publicystycznie można więc powiedzieć, że niektóre elementy współczesnego konsensusu mają krótszą gwarancję niż sprzęt AGD. Problem zaczyna się wtedy, gdy właśnie ten zmienny konsensus staje się podstawą administracyjnego wskazywania, kto leczy zgodnie z wiedzą, a kto zasługuje na etykietę „szarlatana”.
Była redaktor naczelna The New England Journal of Medicine Marcia Angell pisała, że po dwóch dekadach pracy redakcyjnej doszła do wniosku, iż nie można bezkrytycznie ufać dużej części publikowanych badań klinicznych ani polegać wyłącznie na osądzie zaufanych lekarzy czy autorytatywnych wytycznych. Richard Horton, redaktor naczelny The Lancet, poszedł jeszcze dalej: zwracał uwagę, że znacząca część literatury naukowej, „być może połowa”, może być nieprawdziwa, wskazując na małe próby, niewielkie efekty, błędne analizy i rażące konflikty interesów.