Pamiętamy też o Jałcie. Po upadku nazistowskich Niemiec, prezydent Roosevelt chciał pozyskać pomoc Stalina do walki z Japonią. Uzyskał ją, ale kosztem wolności tej części Europy. Amerykański interes narodowy zrealizowano. My zapłaciliśmy cenę — mówił w exposé minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Części jego wystąpienia poświęconej relacjom z USA bacznie przysłuchiwał się obecny na sali ambasador USA Thomas Rose.
Radosław Sikorski w swoim czwartkowym exposé był mniej zaczepny niż rok temu, a słuchający wystąpienia Karol Nawrocki, główny protagonista i zapewne przyszyły rywal w wyścigu po prezydenturę, nie robił głupich min, co zdarzało się Andrzejowi Dudzie. Co więcej Sikorski próbował momentami brać pod włos Nawrockiego. Bronił sojuszu z USA. Jako przykład korzystnej dla wszystkich współpracy pomiędzy rządem a prezydentem podał klarowny podział zadań w grupie najbogatszych państw świat G20, do której dołączyła właśnie Polska.
Kończąc exposé, powiedział, że "granicami sporu powinny być granice państwa". "Mniej sekciarstwa, więcej współpracy!" — apelował. Prezydent też wykonał drobny gest pod adresem Sikorskiego. "Cieszę się z tej dojrzałości ministra Sikorskiego, który po kilku miesiącach naszej współpracy, przyznał, że Stany Zjednoczone i NATO są strategicznym zobowiązaniem Polski" — powiedział. Posłowie PiS ludzie Nawrockiego nie zostawili jednak na Sikorskim suchej nitki, zarzucając mu powierzchowność ("to nie exposé, ale szkolne wypracowanie").