Friedrich Merz, Emmanuel Macron i Donald Tusk wybrali się razem do Mołdawii, by okazać wsparcie prezydent tego kraju Mai Sandu. Nie był to jednak pusty polityczny gest. W Kiszynowie rozgrywa się egzysntencjalna walka i przywódcy europejscy wreszcie zrozumieli stawkę — wrześniowe wybory mogą ostatecznie pchnąć Mołdawię w objęcia Putina. O tym, jak wielkie jest tego ryzyko, można się przekonać, odwiedzając Gagauzję — zbuntowany region, który robi wszystko, by wykoleić plan UE i pomóc Putinowi wciagnąć Moławię w swoją strefę wpływów.
Horyzont wypełniony jest słonecznikami. Gagauzja jest ich pełna — ten autonomiczny i rosyjskojęzyczny region na południu Mołdawii ma bardzo wiejski charakter. Parking pokryty grubym żwirem jest pusty, pasterz przepędza stado kóz. Za nim z pyłu wyłania się brama w kształcie tęczy, wejście do "GagauziyaLand". To prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny park rozrywki w Mołdawii, ukończony zaledwie kilka miesięcy temu. Wstęp i atrakcje są bezpłatne — park jest prezentem dla większości prorosyjskich Gagauzów zbudowanym za rosyjskie pieniądze w tajemniczych okolicznościach – nigdy nie wydano pozwolenia na jego budowę.